niedziela, 27 czerwca 2021

Nasz ostatni dzień - Adam Silvera


They Both Die at the End
We Need Ya, 2019
408 str.

"Lepiej żyć, marząc o śmierci, niż umierać, marząc o wiecznym życiu."

Rzeczywistość w jakiej żyją nastoletni Mateo i Rufus nie różni się za bardzo od naszej, z wyjątkiem faktu, że gdy nadchodzi dzień czyjeś śmierci, nieszczęsny wybraniec otrzymuje telefon z informacją o zbliżającym się końcu. Historia dwójki młodzieńców z recenzowanej dziś przeze mnie powieści, rozpoczyna się w środku nocy, gdy obydwoje dowiadują się, że zginą w ciągu następnych 24 godzin. Ich przypadkowa, kwitnąca znajomość może okazać się ostatnią szansą na pozamykanie doczesnych spraw i odkrycie różnicy pomiędzy egzystencją, a faktycznym życiem.

Dosłowne tłumaczenie oryginalnego tytułu książki znaczyłoby tyle co "Obydwoje na końcu zginą" i o ile nie będę dziś niczego spoilerować, od razu zaznaczam, że ta powieść jest dość przygnębiająca, więc jeśli lubicie cukierkowe historie z happy endem, obawiam się, że ten tytuł może być dla was pewnym wyzwaniem. Sam pomysł na fabułę przypadł mi do gustu, bo dodając ten mały "nadnaturalny" element w postaci przedśmiertnych telefonów, Adam Silvera otworzył przed sobą drzwi do pisania o życiu z perspektywy osób, które wiedzą że wkrótce zginą, co dało interesującą narrację i kazało czytelnikowi zastanowić się nad tym, jak sam by zareagował na informację, że wkrótce umrze. 

Recenzowania dziś przeze mnie pozycja jest kolejną powieścią Silvery, którą miałam okazję przeczytać i coś co zauważyłam w jego piórze, to z jaką łatwością udaje mu się zmuszać czytelnika do refleksji o życiu, śmierci czy miłości. Wszystkie trzy poznane przeze mnie dzieła Silvery, pomimo że z gatunku Young Adult, miały w sobie coś błyskotliwego, co nie tylko nauczyło mnie szanować tego autora, ale również sprawiło, że trudniej jest mi zapomnieć o jego książkach. I o ile Nasz ostatni dzień znajduje się na ostatnim miejscu, jeśli chodzi o moich ulubieńców spod pióra tego pisarza, i tak wystawiłabym ocenę dobrą, bo ucieka co poniektórym irytującym schematom z jakich korzystają autorzy piszący dla młodzieży. 

Elementy, do których nie zapałałam sympatią, to przede wszystkim wątek romantyczny - moim zdaniem - kompletnie niepotrzebny. Myślę, że gdyby autor poprzestał na podkreślaniu wartości przyjaźni, całość wypadłaby znacznie bardziej realistycznie. Miłość, w tym przypadku, wydawała mi się nie na miejscu, jakby ją wymuszono, ze względu na okoliczności. Poza tym, niestety do końca nie udało mi się zżyć z głównymi bohaterami książki. Biorąc pod uwagę, że poprzednie dzieła Silvery prezentowały mi narratorów, których łatwo dało się obdarzyć uczuciami, dystans jaki czułam do Mateo i w mniejszym, ale wciąż wyraźnym stopniu - do Rufusa, był gorzką pigułką do przełknięcia. 

Akcja całej powieści rozgrywa się na przestrzeni na kilkunastu godzin, więc moglibyście pomyśleć, że całość postępuje dość szybko i dynamicznie, ale w rzeczywistości historia jest dość leniwa i rozwlekła, przez co zajęło mi trochę czasu, by dobrze się w nią wgryźć. Czasami miałam wrażenie, jakby autor przesadzał z opisami, na siłę próbując przedłużyć pewne wydarzenia, ale w ogólnym rozrachunku, detale i dygresje mają znaczenie i tworzą spójną kompozycję. Dobrym pomysłem okazały się rozdziały "wypełniające", skupiające się na przypadkowych osobach, które pokazywały dysonans pomiędzy myślami i sposobem zachowania bohaterów, wiedzących że niedługo umrą, a tymi z ich otoczenia (i nie tylko) przyzwyczajającymi się do myśli o nadciągającej stracie. Dało to pełniejszy obraz historii, pokazując, że nawet jeśli niektórzy zmagają się z tragediami, świat nie zatrzymuje się w miejscu, a życie toczy się dalej. 

Książkę czytało mi się przyjemnie, ale bez większych emocji. Jako że do końca nie udało mi się zżyć z protagonistami, ich losy nie obchodziły mnie tak jak powinny. Największą zaletą okazał się sam pomysł i perspektywa bohaterów wiedzących, że niedługo zginą. Ilość pytań jakie niosła ta idea ("jak sama spędziłabym swój ostatni dzień?" etc.), ciągnący się za narratorami cień nadchodzącej śmierci tworzący ponurą aurę, oraz refleksyjna natura powieści i mnóstwo nadziei zawartej w poszczególnych rozdziałach, sprawiły, że wciąż lekturę oceniam pozytywnie. 

Jeśli typowe książki z gatunku Young Adult wydają wam się zbyt schematyczne i naiwne, serdecznie polecam zainteresować się piórem Adama Silvery, gdyż jego powieści naprawdę trudno wyrzucić z głowy. Na tyle na ile Nasz ostatni dzień nie był aż tak rewelacyjny jak poprzednie dzieła autora i tak pozycja ta wybija się ponad inne młodzieżówki i zasługuje na uwagę. Poszukujących sensownej lektury YA, która ma szansę zmusić do refleksji, a przy okazji napełnić wdzięcznością do życia i nadzieją na przyszłość, zachęcam do zainteresowania się tym tytułem. 

Pozdrawiam,
Sherry


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz