niedziela, 7 grudnia 2014

Dobroć rośnie wokół nas

Cześć!

Jak już wspominałam na facebooku, nie raz - ale dwa razy, ostatnio sporo myślałam. Ja w ogóle jestem osobą, która na rozmyślaniu spędza większą część swojego życia, ale dopiero jakiś czas temu pojawiła się myśl, by przelać choć ułamek tego co się dzieje w mojej głowie, na ekran monitora. Bądź co bądź, Feniks nie jest pamiętnikiem, ale też nie całkiem blogiem książkowym, więc mam nadzieję, że nie pogniewacie się, jeśli od czasu do czasu, zaleję was czymś innym niż zwykle.

Skrawkiem nieskończoności swojej głowy.


Czasami słuchając starszych ode mnie osób, dochodzę do wniosku, że dorośli uważają dzisiejszą młodzież za zepsutą. Tak do szpiku kości, jakby naprawdę nic już nie dało się uratować z młodego pokolenia.

Chcecie przykład? Były Andrzejki, które ja osobiście spędziłam w głównej mierze w pracy, gdzie - w którymś momencie - podszedł do mnie starszy pan. Musicie mi wierzyć na słowo, że mam małą cierpliwość, a jeszcze mniejsze poczucie własnej wartości, ale ogólnie przy ludziach staram się zachowywać, jakby nic mnie nie ruszało, bo z własnego doświadczenia wiem, że gdy pokaże się komuś swoją słabość, ten ktoś na pewno wykorzysta to przeciwko tobie. 

W każdym razie, ów starszy pan, akurat dotarł do miejsca gdzie ja stałam i własnie odpisywałam na kontrolny sms mojej mamy i pierwsze co zrobił, to obrzucił mnie wzrokiem pełnym pogardy. Miałam nie raz styczność z takimi osobnikami, więc postarałam się, by na mojej twarzy pojawił się pracowniczy uśmiech, żeby znów ktoś się nie skarżył, że wyglądam na smutną (o tym w następnej notce z przemyśleniami, o ile mi na to pozwolicie :))

Tak wyglądała sytuacja:
Pan: "Dzisiejsza młodzież! Same komórki, smsy, imprezy!"
Ja: "Wie pan, dla niektórych to wszystko co pan wymienił to nie styl życia, tylko jego elementy. Poza tym, ja jestem w pracy, nie na imprezie."
Pan: "W pracy! Gdy ja byłem w twoim wieku..." - tutaj przerwała nam jego żona, która grzecznie postanowiła dołączyć do męża.
Żona: "Daj spokój dziewczynie. Dobrze, że się czymś zajmuje"
Pan: "Młodzi powinni się uczyć, a nie marnować czas!"

Tu w ramach wyjaśnienia. Ostatnie miejsce, na którym można zobaczyć Sherry to impreza. Chwilami mam wrażenie, że urodziłam się w złej epoce, bo głośna muzyka, picie i taniec to kompletnie nie moja bajka. Ale na co chciałam zwrócić waszą uwagę w tej notce? (Zanim rozpiszę się o czymś innym, a pominę najważniejszy wątek?)

Dobroć będąca nadzieją.


W poniedziałek, tuż po Andrzejkach, w mojej szkole odbyła się akcja krwiodawstwa. Ja o oddaniu krwi marzyłam chyba od podstawówki, ale to też materiał na inny post. W każdym razie, w regulaminie przed zapisaniem się na oddawanie krwi, był punkt, że nie można pić napojów alkoholowych na 24 godziny przed całą akcją.

Już pomijając fakt, że organizatorzy powinni wybrać lepszą datę niż dzień po Andrzejkach jeśli chodzi o akcję, to ogólnie sporo osób z mojej klasy miało dylemat. W przeciwieństwie do mnie, oni już planowali wypady do znajomych na imprezy, co też w pewien sposób wiązało się z alkoholami (nawiasem mówiąc, żeby nie było: każdy w mojej klasie jest już pełnoletni, więc...)

źródło
I wiecie co? Pewnie sporo osób, faktycznie z oddawania krwi by zrezygnowało. W końcu perspektywa dobrej zabawy, upojenia alkoholowego i kaca na miarę: "nie chcę mi się żyć" - następnego dnia, to ich idealny scenariusz na udane Andrzejki. Zwłaszcza, że z oddania krwi nie płyną jakieś... nagrody. Nie dostajemy za to pieniędzy (tak jak w Niemczech, jak twierdzi mój kolega), nie dostajemy dodatkowych ocen z zachowania i w dodatku musimy spełnić szereg wymagań, by w czymś takim wziąć udział.

I mimo wszystko, moja klasa zapisała się do oddawania krwi cała. Jako jedyni w szkole, mieliśmy taką frekwencję. Nie zapisali się jedynie ci, którzy wcześniej mieli operacje (musi upłynąć pół roku) lub ostatnio robione tatuaże.

Ba! Nie dość, że się zapisali, to jeszcze byli pełni... radości i zapału na ten dzień. Możecie mi wierzyć, że ostatnie o czym myśleli to te feralne Andrzejki. W dniu oddawania krwi przyszli, a gdy ja widziałam na ich twarzach satysfakcję z siebie i te błyski w oczach, takiego... przejawu ludzkiej dobroci, która może komuś uratować życie... Po prostu... uśmiechnęłam się do siebie. 

I w Andrzejki uśmiechnęłam się również do tamtego starszego pana, który ciągle patrzył na mnie ze złością. Bo cholera - nie będę się sprzeczać, że sporo się zmieniło, jeśli porównać dzisiejszą rzeczywistość, z tą, która była parę lat temu. Ale nie wmawiajcie mi, że całe młode pokolenie jest zepsute. Że nie da się nikogo uratować. Że nie ma nadziei na normalny świat w przyszłości - a to także słyszałam. 

Nie wmawiajcie mi tego, bo ja w moich kolegach i koleżankach z klasy, widzę naprawdę przejaw czegoś wielkiego i pięknego. Pewnej solidarności. Zwłaszcza gdy jeden z moich znajomych, pełnym powagi i szczerości tonem, oświadcza mi:

"Mam nadzieję, że uratujemy komuś życie"


Ja natomiast, mam nadzieję, że uratujemy świadomość niektórych dorosłych.
To taki apel, od przedstawicielki "zepsutego" pokolenia.

Pozdrawiam,
Sherry


Tytuł inspirowany tym video <3


22 komentarze:

  1. A ja nie umiem ukrywać swoich słabości. Jestem strasznie nieśmiała i to niestety widać. Mogę sobie ułożyć tydzień wcześniej całą mowę, a jak przyjdzie co do czego, to i tak się zatnę, spalę buraka i zacznę się jąkać. Nie byłabym w stanie odpowiedzieć temu panu tak, jak powiedziałaś Ty. Pewnie tylko bym pochyliła głowę i pokornie przyjmowała kolejne ciosy.
    Co do alkoholu - mnie odstrasza jego zapach. Nie wiem, jest coś, że aż robi mi się słabo. Na szczęście mam znajomych, którzy nie usiłują wepchnąć mi procentów na siłę. Ale ma to też drugą stronę - po prostu nigdzie nie jestem zapraszana. Bo nie piję, nie palę, nie chodzę na dyskoteki - to co? Do księgarni przecież mnie nie zaproszą...
    A co do oddawania krwi - bardzo bym chciała. Moja siostra oddała nawet szpik. Ja niestety mam dość poważne problemy ze zdrowiem i po prostu nie mogę nikomu w ten sposób pomóc

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powiem ci, że pewnie parę lat temu, w gimnazjum, też bym się cofnęła, ukłoniła czy co tam jeszcze i ostatnie co zrobiła to odezwała się. Ale powiedzmy, że katorga z okropnymi ludźmi w gimnazjum nauczyła mnie odpowiadać na zaczepki. Nie zlikwidowała nieśmiałości, ale po prostu... nauczyła stawiać na swoim. Donośniej. A szkoła średnia nauczyła mnie odpowiadać ludziom w taki sposób, by nie poczuli się urażeni, a bym i ja nie wyszła na nie-wiadomo-kogo. Jeśli cię to pocieszy, sytuacje, które mnie tego nauczyły, nie były zbyt przyjemne, więc chyba wolałabym być cichutka i nie przeżyć ich... :/
      Odnośnie samego alkoholu, to ja ogólnie mam słabe podniebienie, które nie toleruję niczego co jest choć trochę gorzkie. Więc czekolada gorzka + kawa + grejpfruty + większość alkoholi po prostu odpada. Ale jako tako alkohol nie uważam za składnik niezbędny do życia. Sądzę, że naprawdę powoduje więcej szkód niż przynosi pożytku, więc dobrze robimy nie bawiąc się w takie cuda. :)
      Odnośnie oddawania krwi - zapisałam się, odczekałam dwie godziny i dowiedziałam się, że nie mogę oddać krwi, ponieważ mam za dużo przeciwciał, które walczą z przeziębieniem. Następna próba w marcu. Może wtedy mi się uda. :( Ale ogólnie ja jestem też chorowita, przez całe życie mam tak zepsutą odporność, że wcale się nie dziwię, że teraz takie rzeczy wychodzą. :/
      Pozdrawiam!
      Sherry

      Usuń
  2. Moja droga, wiele starszych osób myśli stereotypowo. Bo skoro w mediach i innych środkach masowego przekazu nieustannie pokazuje się, jaka to młodzież rozrywkowa i nieodpowiedzialna (np. 13-latka w ciąży, ;ub naćpany piętnastolatek powoduje wypadek ze skutkiem śmiertelnym), to nie ma co się dziwić, że niektórzy ludzie wrzucają całą młodzież do ''jednego worka''. Ja miałam okazję poznać kilka nad wyraz dojrzałych, bardzo młodych osób, dlatego wiem, że nie wolno mierzyć wszystkich jedną miarą. A ty się nie przejmuj zgryźliwym dziadkiem. Może miał zły dzień i akurat wyładował swoją frustrację na Tobie? Czasami trzeba zacisnąć zęby, przemilczeć zniewagę i i iść do przodu nie dając tej satysfakcji innym. Ty dobrze wiesz, jaka jesteś, i każdy, kto cię zna, doceni Twoją dobroć, empatię i życzliwość do ludzi i świata.
    ps. piękny gest z tym oddawaniem krwi. Gratuluję!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Słuszna uwaga, ale odnośnie tego przykładu z mediami - uważam, że to jest po prostu cyrk. Bo pokazując jedynie takie rzeczy i takie przypadki wśród młodzieży, tylko pogłębiają wiarę dorosłych w fakt, że młodzi są po prostu głupi i nierozważni. A gdyby pokazać zaangażowanie właśnie w takie akcje jak krwiodawstwo, jak oddawanie szpiku czy organów... Zdobywanie doświadczenia za granicą na praktykach, staranie się o spełnienie marzeń np. tworząc własne zespoły muzyczne, taneczne i tak dalej... Tego wszystkiego brakuje. I młodzi chcąc nie chcąc mają przypiętą łatkę "tych zepsutych". :/
      Pozdrawiam,
      Sherry

      Usuń
  3. Ja też chciałam oddawać krew, jak jeszcze byłam w liceum, ale niestety ważyłam 50 kg, więc stwierdzili, że to trochę za mało. Teraz ważę tylko 2 kg więcej, więc nie wiem, czy bym się kwalifikowała... Ale zamierzam spróbować :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cóż, mnie - jak wspominałam dwa komentarze wyżej, jednak tym razem nie udało się oddać krwi, bo dowiedziałam się, że jestem chora, ale w marcu będę mieć kolejną szansę i mam nadzieję, że tym razem wszystko pójdzie okej, bo oddanie krwi to jedno z moich największych marzeń. :)
      Pozdrawiam,
      Sherry

      Usuń
  4. Też mnie wkurza takie podejście starszych. Ogólnie myślenie stereotypami mnie strasznie irytuje, a właśnie starsi ludzie mają w zwyczaju to robić. Ale cóż poradzić niestety. :( Też chcę od dawna oddać krew, ale niestety w mojej szkole nie było takiej akcji. Muszę się sama kiedyś wybrać, tylko nie mam pojęcia, kiedy to zrobię..:) Fajnie, że Twoja klasa się zdecydowała na coś takiego!:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też cieszę się, że moja klasa postąpiła słusznie. Prawdę powiedziawszy, sama nie spodziewałam się, że będą w stanie zrezygnować z weekendowej imprezy tylko po to, by oddać krew, a tu takie zaskoczenie! I jestem zadowolona, że szkoła organizuje takie akcje. :) Pewnie gdyby tego nie zrobili krew poszłabym oddać, ale parę lat później, gdy w końcu by mi się przypomniało ^^
      Stereotypy ogólnie są złe. Nie tylko te dotyczące młodych, ale też innych. Dlatego zaciekle z nimi walczę i staram się przyswajać innym, że to nie takie "łatki" przyczepione do danego człowieka, decydują o jego zachowaniu, ale on sam...
      Pozdrawiam,
      Sherry

      Usuń
  5. Mimo, że należę już do "starszych ludzi" nie oceniam innych względem wieku. Zresztą każda grupa wiekowa ma swoje wady i oczywiście zalety. Jednak łatwiej jest krytykować niż chwalić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się z tobą całkowicie. :) Nie mówię, że młodzi są bez skaz. Właściwie to jestem tych skaz świadoma aż zanadto.
      Pozdrawiam,
      Sherry

      Usuń
  6. Cóż mogę dodać? Święte słowa. Nie znoszę tego wkładania całej młodzieży do jednego wora. To takie niesprawiedliwe. Dorośli mają ten problem, że w ogóle tego nie rozgraniczają. Nie ma "dobrego" i "złego" nastolatka, jest tylko "dzisiejsza młodzież".
    Też mogę przytoczyć bardzo podobną sytuację. W mojej szkole była prowadzona akcja, w której można było się zapisać do bazy dawców szpiku. Ja niestety jestem przegrana w takiej sytuacji, bo z powodu choroby na którą przyjmuję leki już prawie trzy lata, nie mogę nawet oddać krwi, choć nie ukrywam, że bardzo bym chciała, i akurat wtedy nie spełniałam warunków wagowych (by oddać szpik trzeba ważyć minimum 50 kg a ja w tym czasie byłam lżejsza). Jednak co odważniejsi z mojej klasy postanowili się zapisać, za co należy im się duży szacunek. Jak widać tylko teoretycznie. Zapisy odbywały sie akurat w czasie lekcji języka polskiego, a zdenerwowana polonistka uznała, że chłopacy z mojej klasy zapisują się tylko dlatego, żeby nie być na jej lekcji! Pamiętam to dokładnie, bo wysyłała mnie, żeby przypilnować by wrócili do klasy kiedy skończą a ponieważ zeszło in się długo sprawdzała czy każdy ma formularz potwierdzający... To strasznie smutne, że każdy nastolatek jest z góry osądzany o złe zamiary, nawet jeśli chce zrobić coś dobrego.

    A jeśli chodzi o urodzenie w złej epoce to doskonale Cię rozumiem ;-) Ja jestem chwilami wręcz aspołeczna, a z imprezami ostatecznie pożegnałam się w poprzednie wakacje. Zasadniczo tylko w czasie wakacyjnych wyjazdów pozwalałam sobie na wyjście do jakiegoś klubu, jednak pewnego razu przyczepił się do mnie strasznie nachalny facet i kiedy oznajmiłam, że nie mam zamiaru z nim tańczyć złapał mnie za ramię i zaczął szarpać. Na szczęście towarzyszyła mi koleżanka, która od lat trenuje i jest silniejsza od niejednego faceta. Nie wiem jak to by się skończyło gdyby nie ona, bo ochrona oczywiście nie zwróciła na nic uwagi... Tak więc jeśli chodzi o imprezy akceptuje tylko takie kameralne w gronie znajomych, a ponieważ po zakończeniu szkoły wszelkie kontakty nagle się urwały, zasadniczo słowo "impreza" przestało funkcjonować w moim słowniku :-P

    Bardzo podoba mi się ta nowa forma notek i czekam na więcej! Pula tematów jest wprost nieograniczona i coś czuję, że jeszcze nie raz nas zaskoczysz ;-)

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację. Nastały takie czasy, że wiele grup społecznych, wiele rzeczy miesza się w jedno, a dodając do tego malkontenctwo polaków, mamy mieszankę typu "jest-fatalnie" gwarantowaną.
      Nie mam problemów, by wyobrazić sobie twoją sytuację, tym bardziej, że u mnie w szkole niektórzy nauczyciele reagowali podobnie. Pan wychowawca: "no ja wiem dlaczego taka frekwencja. Pewnie chcecie być w poniedziałek zwolnieni. Ale skoro krew może komuś uratować życie to w porządku". Powiedział to z taką pewnością. A ja naprawdę widziałam w oczach moich kolegów... taką chęć pomocy. Naprawdę. :/
      Niestety mnie krwi się oddać nie udało, anemia, osłabienie organizmu, słaba odporność i przeziębienie zrobiły swoje i niestety po dwugodzinnym czekaniu, dowiedziałam się, że nic z tego. :/ Ale nie daję za wygraną! Oddam tę krew choćbym nie wiem co miała zrobić! W marcu po raz kolejny akcja będzie organizowana w mojej szkole, a wtedy postaram się być zdrowa, utuczona i pełna energii. :)
      Aspołeczność! Moje drugie imię ^^ Nie wiem. Coś ze mną jest nie tak. Ja swoje "imprezowanie" skończyłam chyba w gimnazjum, o ile mnie pamięć nie myli, bo później zaczęły się schody z moimi znajomymi, którzy skutecznie eliminowali ze swojego życia takie przyjaźnie jak ze mną na przykład. Ale lubię myśleć, że też częściowo sama o sobie zadecydowałam i po prostu wybrałam rodzinę i książki zamiast fałszywych ludzi. :)
      Natomiast tobie, strasznie współczuję sytuacji! RANY BOSKIE. Ja bym chyba zabiła tego gościa, na miejscu twojej koleżanki. Naprawdę. Mogę być sobie malutka, jak na te 18 lat, mogę wyglądać (podobno) jak 14-latka, ale jak takie rzeczy się dzieją, to mnie cholera bierze i naprawdę wtedy lepiej bez wideł nie podchodzić ^^
      Dziękuję za miłe słowa! Postaram się zatem, od czasu do czasu, umieścić takie przemyślonka. :)
      Pozdrawiam,
      Sherry

      Usuń
  7. Naprawdę mam tak jak ty: urodziłam się w złym czasie i złym pokoleniu. Chociaż jestem młodsza (z pewnością) o kilka lat od Ciebie, to wiem, że nawet w przyszłości nie będę taka, jak moi rówieśnicy. Wolę dobrą książkę i herbatkę niż imprezę i piwo czy coś mocniejszego :)

    Też denerwuje mnie to przekonanie, że młodzież jest zepsuta i nic nie chce dobrego zrobić. Akurat w mojej szkole co roku są organizowane zbiórki darów dla chorych dzieci i podopiecznych hospicjum dla dorosłych. Robimy kartki i zbieramy pieniądze, ostatnio nawet było wydarzenie z tym związane. A jednak ciągle słyszy się, jak to dużo robią jacyś dorośli, czasem inne szkoły. A o nas cicho nawet w lokalnej gazecie :(
    Myślę, że dobro wśród młodzieży naprawdę jest duże i ma duży potencjał, ale dorośli nie mogą się o nim zbyt dużo dowiedzieć, bo takie akcje są prawie w ogóle nie rozgłaszane. I jak tu szerzyć dobro?

    Fajne przemyślenia, też czasem na blogu takie posty publikuję, bo to fajna forma porozumienia i pokazania się czytelnikom od innej strony niż książki i kultura. Zdecydowanie chcemy więcej!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie, witaj kolejna bratnia duszo! Ja z imprezowania i angażowania się w tego typu... wydarzenia, zrezygnowałam parę dobrych lat temu i nie żałuję, bo po prostu... tłok, alkohol i dzika zabawa to nie mój świat. Zdecydowanie bardziej pasuję do wizji: domek, rodzina, książka, dobre smakołyki. :)

      Jeśli chodzi o szerzenie dobra - właśnie o to mi chodzi. W telewizji pokazywani są ci młodzi zepsuci, powodujący tragedie, katastrofy, jakieś dziwne sytuacje, nieraz wręcz patologiczne zachowanie, a tych młodych, którzy angażują się w coś dobrego, nie widać w mediach. I to psuje nasz obraz w oczach innych. Niesprawiedliwe. :/

      W takim razie już dodaję sobie twojego bloga do obserwowanych, bo kocham inne punkty widzenia i z całą pewnością z wielką przyjemnością będę czytać twoje posty. ;)
      I dziękuję za miłe słowa! Tyle dałaś mi motywacji, że aż teraz mam ochotę napisać kolejną notkę ^^
      Pozdrawiam!
      Sherry

      Usuń
  8. Oj nie ma sensu się przejmować jakimś starym diadem, który myśli tak, jak mu media każą. Może nie ma wnuków i dlatego ma takie podejście (jakby miał, to by się może tak nie zachowywał, bo miałby więcej wyrozumiałości). Ja pracowałam w różnych miejscach, także w handlu i troszkę się już na to uodporniłam, a jak ktoś ma jakiś problem albo jest niemiły, po prostu odpłacam się tym samym ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ach, bardzo chętnie bym odpyskowała i temu panu, ale mam trochę przykazane, żeby zachowywać się w miarę możliwości miło, by nie odstraszać klientów ^^
      Pozdrawiam,
      Sherry

      Usuń
  9. Doskonale Cię rozumiem. Też często spotykam się z takimi zachowaniami osób starszych, które mnie drażnią.
    Mam wrażenie, że wielu z nich z góry zakłada, że są w jakiś sposób traktowani źle, dyskryminowani, wykluczani z wielu sfer życia, dlatego czasem "na wszelki wypadek" reagują agresją czy nieprzychylnością w stosunku do młodych ludzi, którzy na to zupełnie nie zasługują.
    Prosty przykład: starszy pan w autobusie robi wielką awanturę z mocnymi wyzwiskami mojej koleżance, że nie ustąpiła mu miejsca, nie bacząc na to, że dziewczyna jest chora, zarzygana, wraca ze szpitala. Nie prosi o ustąpienie miejsca, od razu lecą epitety.
    Poza tym nie znoszę, gdy starsi ludzie, nie mając argumentu w dyskusji powołują się na swój wiek, odnosząc się lekceważąco do tego, co mówi młodszy. Nie ważne, że młodsza osoba, ukończyła dwa kierunki studiów z danej dziedziny, robi doktorat, przeczytała masę książek, prezentuje logiczny i dobrze uargumentowany wywód, należy to zbyć stwierdzeniem, że z wiekiem zmieni zdanie, a na razie jest zbyt młody, by cokolwiek wiedzieć o życiu.
    Irytuje mnie też, gdy ludzie starsi wypowiadają się o upadku współczesnej kultury, w zasadzie nie mając o niej pojęcia i sprowadzając wszystko do "dawniej było lepiej, bo słuchało się klasyków, a nie plastikowych lalek jak Doda czy Lady Gaga". Tylko że takie wypowiedzi nie wynikają z miałkości kultury młodzieżowej, a z niewielkiej wiedzy na jej temat osoby, która ten temat porusza, bo to ona zna tylko jakiś niewielki, tandetny margines ignorując całą masę twórczości ambitnej.
    Pomarudziłam sobie, pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taak. Mentalność niektórych starszych ludzi jest okropna. Mimo, że młodzież też zachowuje się w dzisiejszych czasach beznadziejnie i wstyd mi za niektóre osoby, to jednak nie można wszystkich przypisywać do jednej etykiety i skazywać na stracenie. :/ Jestem ciekawa czy w przyszłości to podejście do młodszych się zmieni...
      Pozdrawiam,
      Sherry

      Usuń
  10. Ach! Na to czekałam ;) Powiem Ci, że w stu procentach się z Tobą zgadzam. Nie każdy młody człowiek jest w cieleniem zła. Na własnym przykładzie mogę stwierdzić, że czasem to młody człowiek lepiej mnie przyjmował niż dorosły. Bo wiesz, poruszam się na wózku i kurcze w szkole nikt nic nigdy mi nie robił, każdy przyjmował mnie z sympatią i na luzie. Koledzy z klasy wręcz kłócili się o to kogo jest kolej do pomocy mi w przejściu z klasy do klasy. Traktowali mnie NORMALNIE, a o dorosłych tego powiedzieć nie mogłam, bo dla większości byłam inna. Wyszło, że się użalam, ale chodzi mi o to, że nastolatkowie są czasem bardziej tolerancyjni i ludzcy niż nie jedna dorosła osoba...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wcale się nie użalasz. :) Chyba naprawdę masz rację w tym co piszesz, bo w szkole w niższej klasie jej chłopak, który porusza się o kulach i najchętniej nauczyciele by mu robili osobne zajęcia, ale z tego co wiem, on nie chciał i co? I dobrze. Bo koledzy traktują go normalnie, chodzą za nim, pomagają mu, noszą plecak. Także rzeczywiście tolerancja u młodych i u tych starszych różni się. :)
      Pozdrawiam,
      Sherry

      Usuń
  11. Naprawdę nie wiem, jak mogłabym to skomentować. Mam wrażenie, że napisałaś wszystko, co trzeba. To po prostu naprawdę godny uwagi tekst, Masz rację. Ludzie wrzucają teraz wszystkich do jednego wora, ale to, że cywilizacja poszła naprzód nie oznacza, iż nasze serca zostały wyprane z uczuć do drugiego człowieka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie! Nie da się ukryć, że są zmiany w pokoleniach, w ich zachowaniu i tak dalej, ale te zmiany są nieuniknione i co ważniejsze - nie czynią z nas potworów. To wychowywanie ma tutaj wielki wpływ. :)
      Pozdrawiam,
      Sherry

      Usuń

Witaj wędrowcze!

Jeśli już pojawiłeś się na Feniksie, byłabym wielce rada, gdybyś był łaskaw pozostawić po sobie jakiś ślad - znak swojej obecności. Nawet nie wiesz ile radości sprawia mi, czytanie komentarzy innych ludzi.

Na każdy z nich odpowiadam (prędzej czy później). :)
Pozdrawiam,
Sherry