czwartek, 17 maja 2018

Naznaczeni. Więzy krwi - Jennifer Lynn Barnes


Bad Blood
Naznaczeni, tom 4
Wydawnictwo Pascal, 2018
382 str.

Recenzja nie zawiera spoilerów z poprzednich tomów!

Pora na wyciągnięcie asa

Jeśli jeszcze nie słyszeliście - FBI ma specjalną jednostkę składających się z grupki młodych utalentowanych ludzi, którzy dzięki swoim niezwykłym talentom, pomagają rozwiązywać sprawy kryminalne. Z jakimi okrucieństwami przyjdzie im zmierzyć się tym razem?

Muszę przyznać, że moja przygoda z serią Naznaczeni, była pełna emocji, w sumie już od pierwszego tomu. Inspirowany serialem Criminal Minds, cykl wciągnął mnie w swoje paskudne sidła pełne krwi, tajemnic i morderców, tylko po to, by udowodnić, że historia Jennifer Lynn Barnes rozwija się coraz bardziej, stając się z tomu na tom coraz ciekawsza. Autorka miała swoje wzloty i upadki, a w ostatnim tomie serii, postanawia wyciągnąć wszystkie trupy z szafy, dając nam powody do kwestionowania przeszłości i spoglądania na teraźniejszość pod nieco innym kątem.

Więzy krwi to kulminacja napięcia budowanego od tomu pierwszego. Dostajemy odpowiedzi na pytania dotyczące bohaterów, a także w końcu mamy szansę zobaczyć pełny obraz całej, rozłożonej na cztery tomy historii. Czy jest szokująca? Czy autorce udało się sprostać zadaniu i nie zawieść oczekiwań?

źr.
Coś co podziwiam, w piórze Barnes to zdecydowanie plastyczność i przyjemny styl pisania, który jest przesiąknięty emocjami na tyle, byśmy zaangażowali się w historię od początku do końca. Wraz z dynamiczną, pełną zwrotów akcją i interesującymi kryminalnymi sprawami, mamy szansę pogłówkować wraz z młodymi agentami, a także wziąć udział w dość mrocznej, lecz  fascynującej przygodzie. Na dodatek bohaterowie nie stoją w miejscu, rozwijając się z tomu na tomi - co, zaufajcie mi, jest bardzo dobre, bo w tomie pierwszym zwłaszcza wobec głównej bohaterki miałam sporo zarzutów. Granice pomiędzy bezpłciowością, a faktycznym byciem kimś, zacierają się w przeciągu serii, tak że w efekcie, na koniec mamy poczucie, że w jakiś sposób z główną bohaterką się związaliśmy. Osobiście, doceniam także fakt, że autorka, po godnej-melodramatu dramie miłosnej w części pierwszej, zrezygnowała z ciągnięciem wątku trójkąta romantycznego, bo wyszło to wszystkim na dobre. Nienarażone na działanie hormonów postacie dają nam szansę na polubienie ich i oglądanie poczynań Naznaczonych pod innym kątem. Pani Barnes sprawnie prowadzi wydarzenia teraźniejsze, równocześnie odpowiadając na pytania dotyczące przeszłości bohaterów, dawkując informacje w taki sposób, byśmy historię śledzili z oczekiwaniem i ekscytacją.

Jeśli chodzi natomiast o tom finałowy, mam mieszane uczucia. Jeśli chodzi o poziom powieści, widzę różnicę, zwłaszcza jeśli porówna się go z tomem pierwszym, który był dalszy od perfekcji, niż tom finałowy. Ogólnie rzecz biorąc, jestem zadowolona z faktu, jak autorka miała odwagę doprowadzić wszystko do końca, połączyć wątki i odpowiedzieć na pytania, równocześnie pozwalając bohaterom drugoplanowym na rozwinięcie się i odzyskanie utraconego charakteru. Mam jednak pewne zarzuty.

W poprzednich tomach podobało mi się, że sprawy kryminalne były nieco oderwane od kontekstu i tego co się działo w osobistych życiach bohaterów. W Więzach krwi, główny przypadek, którego podejmują się młodzi agenci dotyczy ściśle ich samych i o ile jest to interesujące, daje to też szansę autorce na użycie zabiegu, którego strasznie nie cierpię, a który nazywam "szczęśliwym zbiegiem okoliczności". Nagle Jennifer Lynn Barnes rezygnuje z nieoczywistych wyjść i pisze książkę pod jedną modłę, tak by doprowadzić akcję do końca i pozamykać wątki, nieważne, że kosztem jakości lektury. Jest mi  nieco przykro, że zdecydowała się pójść na łatwiznę, bo nie tylko nie było to zaskakujące, ale również obniżyło moje podekscytowanie lekturą.

Naznaczeni to, pomimo wzlotów i upadków, jedna z ciekawszych serii młodzieżowych jakie czytałam. Jest szalona, mroczna, krwista, brutalna i tak fascynująca, że jest mała szansa, że po przeczytaniu tomu pierwszego poprzestaniecie na nim i nie zdecydujecie się sięgnąć po kontynuacje. Jeśli lubicie interesujące, nieco niebezpieczne historie z pazurkiem, utrzymane w klimacie YA, serdecznie zachęcam do sięgnięcia po książki Jennifer Lynn Barnes.

Pozdrawiam,
Sherry




Książkę miałam okazję poznać dzięki uprzejmości Wydawnictwa Pascal - serdecznie dziękuję!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Witaj wędrowcze!

Jeśli już pojawiłeś się na Feniksie, byłabym wielce rada, gdybyś był łaskaw pozostawić po sobie jakiś ślad - znak swojej obecności. Nawet nie wiesz ile radości sprawia mi, czytanie komentarzy innych ludzi.

Na każdy z nich odpowiadam (prędzej czy później). :)
Pozdrawiam,
Sherry