poniedziałek, 26 lutego 2018

Kłamczucha - E. Lockhart


Genuine Fraud
Wydawnictwo Czwarta Strona, 2018
320 str.

Problematyczna prawda

Wiele dzieci lubi się bawić w udawanie kogoś innego i podążać za wymyślonym scenariuszem, w którym ich życie wygląda całkowicie inaczej. Jule West Williams może nie być już dzieckiem, ale potrzeba udawania i dostosowania się do otoczenia niczym kameleon, nie osłabła wraz z wiekiem, wręcz przeciwnie - przybrała na sile. Teraz, gdy w jej życiu pojawiła się dziedziczka fortuny, Imogen, Jule wie, że ta znajomość może skończyć się na wiele sposobów. 

źr.
Jeśli nazwisko autorki wygląda wam znajomo, oznacza to, że jakiś czas temu otarliście się, lub byliście częścią fali czytelników, którym wpadł w oko tytuł Byliśmy łgarzami. Po kilku latach, Emily Lockhart powraca na polski rynek czytelniczy, tym razem z psychologicznym thrillerem young adult o dziewczynie, widzącej w sobie wojowniczkę. Muszę przyznać, że kiedy przeczytałam opis książki, wiele elementów wydawało mi się interesujących. Od konceptu począwszy, na tajemniczej Jule skończywszy. Autorka zdecydowała się na wykreowanie narratorki, bez konkretnego "ja". Jule udaje, Jule kłamie, Jule się dostosowuje, a w tym wszystkim... wydaje się pozbawiona charakteru. Być może założeniem pani Lockhart było stworzenie takiego adaptującego się do tła kameleona, ale przez to wszystko nie mieliśmy możliwości, by zżyć się z narratorką, jakkolwiek nie byłaby interesującą antybohaterką, ponieważ wydawała się zwyczajnie pusta i nijaka.

źr.
Atrakcyjnym zabiegiem okazało się użycie odwróconej chronologii. Biorąc pod uwagę fakt, że thriller psychologiczny powinien działać na ciekawość czytelnika, takie przedstawienie wydarzeń, okazało się interesującym wzbogaceniem pozycji. Problemem pozostawał główny wątek. Wielka tajemnica, która miała przeszyć grozą i tajemniczością i pozostawić nas pod wrażeniem, tak naprawdę okazała się przewidywalna i szczerze mówiąc, mało ciekawa. Zwłaszcza z okropnym wątkiem romantycznym u boku, który chyba został wstawiony wyłącznie po to, by zająć rolę zapychacza stron, ponieważ nie miał zbyt wiele sensu, a patetyczny ton relacji pomiędzy dwójką zauroczonych sobą młodych ludzi pozostawił mnie z gorzkim posmakiem w ustach.

źr.
Nie mogę napisać, że najnowsze dzieło pani Lockhart okazało się całkowitą porażką, bo jak wspomniałam - idea była ciekawa, a pozycja sama w sobie, pomimo przewidywalności i pewnych dziur logicznych, które zauważyłam zarówno w prowadzeniu narracji jak i działaniach bohaterki, chwilami potrafiła zająć całą moją uwagę, jednak wierzę, że to wszystko to wciąż za mało, bym mogła z czystym sumieniem ją polecić. Zwłaszcza kiedy po przewróceniu ostatniej strony, pozostałam z poczuciem, że autorce gdzieś po drodze umknął sens historii. To było niemal tak, jakby napisała całą powieść, a ostatnim rozdziałem, zadowolona, rzuciła nam na pożegnanie: "wszystko do tej pory było nieistotne, a teraz proszę skupcie się na tej ostatniej, nie-pasującej-do-reszty-scenie". Autorzy YA najczęściej starają się coś przemycić do swoich dzieł, jednak w przypadku pani Lockhart nie dość, że rozczarowałam się dość marnym przedstawieniem całego konceptu i zduszeniem klimatu grozy i niepewności już na samym początku, to równocześnie, skonfundowana czytałam ostatnie zdania z poczuciem, że w jakimś stopniu, autorka sama nie wiedziała co zrobić z finałem i wcisnęła nam na koniec jakiś mało logiczny kit z nadzieją, że nikt się nie zorientuje.

Kłamczucha to powieść... specyficzna. Napisana dość lekkim stylem, tka przed oczami czytelników historię pełną tajemnic i mało czystych zagrań. Jeśli przepadacie za wyjątkowymi powieściami YA, a nie macie zbyt wielkich wymagań, licząc jedynie na kilkugodzinną rozrywkę, powinniście zastanowić się nad tym tytułem. To historia o relacjach, kłamstwach i unikach oraz konsekwencjach pozostawiających po sobie piętno.

Pozdrawiam,
Sherry


Powieść miałam okazję przeczytać dzięki uprzejmości Wydawnictwa Czwarta Strona. Serdecznie dziękuję!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Witaj wędrowcze!

Jeśli już pojawiłeś się na Feniksie, byłabym wielce rada, gdybyś był łaskaw pozostawić po sobie jakiś ślad - znak swojej obecności. Nawet nie wiesz ile radości sprawia mi, czytanie komentarzy innych ludzi.

Na każdy z nich odpowiadam (prędzej czy później). :)
Pozdrawiam,
Sherry