wtorek, 10 lipca 2018

Niebo na własność - Luke Allnutt


We Own the Sky
Wydawnictwo Otwarte, 16.07.18
400 str.

Czy nadzieja może się wyczerpać?

W szale codziennych wyzwań i modzie na nieregularny tryb życia, wielu ludzi zapomina jak ważne jest zdrowie. To jednak właśnie ono staje się powodem dramatu małżeństwa - Anny i Roba. Kiedy u ich synka Jacka zostaje wykryty nowotwór, wszystko się zmienia, a oni zaczynają sobie uświadamiać, że chwile beztroski bezpowrotnie minęły.

źr.
Książki traktujące o zdrowiu i stracie są trudne do zrecenzowania, bo poruszają naprawdę delikatne i dramatyczne tematy. Luke Allnutt, który z nowotworem miał do czynienia w przeszłości, postarał się jednak, by tym co faktycznie utknęło w głowie czytelnika po przeczytaniu jego książki, nie była śmierć czy rak sam w sobie, a raczej więzi międzyludzkie, ich kruchość i to jak się zmieniają wraz z pojawiającymi się nowymi okolicznościami. W powieści nie pojawia się nic nowego - czego wcześniej w powieściach tego typu już nie było. Czytelnik zdaje sobie sprawę dokąd to wszystko zmierza i z niepokojem obserwuje rozwijającą się fabułę, w oczekiwaniu na nieuchronny koniec. To co jednak faktycznie zapada w pamięci, to szalejące emocje zrozpaczonych rodziców postawionych przed tragiczną wiadomością, że ich syn jest śmiertelnie chory.

źr.
Coś co mnie osobiście nieco zirytowało, to że w książce autor przedstawił swoją opinię na pewne tematy, a czytając te fragmenty miałam wrażenie, jakby starał się moralizować społeczeństwo, wytykając mu braki. Zdaję sobie sprawę, że wielu pisarzy postępuje podobnie, ale wydaje mi się, że można było to zrobić nieco subtelniej, mniej nachalnie, tak by nie raziło to aż tak bardzo w oczy. Inna sprawa to, że cała pozycja jest w gruncie rzeczy naprawdę niemiło przewidywalna. I nie chodzi mi tu nawet o wątek główny - choroby Jacka, ponieważ powiedzmy, że zdaję sobie sprawę, że podobne scenariusze pisze samo życie, ale chodzi raczej o wszystko pomiędzy. Już nie wspominając o fakcie, że autor nieco przedobrzył zakończenie, w taki sposób, że miałam wrażenie, jakby całość nagle zmieniła się w telenowelę. Rozumiem jednak sam zamysł takiego, a nie innego prowadzenia akcji i finału, rozumiem, że panu Allnuttowi chodziło o uchwycenie nadziei, ale znów - coś w jego piórze nie pozwoliło mi wsiąknąć w powieść tak jak chciałam by się stało. Bohaterowie, włączając w to Jacka, chwilami wydawali mi się strasznie papierowi, czułam się zdystansowana do tego co się działo i powiedzmy, że nie miałam szansy przeżyć powieści, poczuć całej tej gamy emocji, którą autor chciał zaoferować. Pod tym względem, jestem nieco rozczarowana. 

źr.
To co warto pochwalić, jeśli chodzi o dzieło pana Allnutta to podejście do tematu nowotworów. Czuć, że autor ma wiedzę, jeśli chodzi o to zagadnienie, nie obce mu są też emocje towarzyszące procesowi dowiadywania się, a później wspierania osoby cierpiącej na raka. Udało mu się uchwycić tragizm zmian, do których dochodzi w życiu człowieka, mającego styczność z chorobą. Jako że główny bohater uczy się czegoś na przestrzeni całej książki, również i czytelnik ma szansę po-reflektować nieco o ludzkiej egzystencji, kruchości życia, ogromnie strat i wyniszczenia, do jakich może prowadzić utrata bliskiej osoby. Coś co mnie osobiście ujęło w tej pozycji, to przedstawienie więzi pomiędzy dzieckiem a rodzicem, a dokładniej - między ojcem a synem. Rzadko kiedy to ta relacja bywa wyeksponowana, doceniam więc, że autor poświęcił jej tak wiele czasu i pracy.

źr.
Niebo na własność jest książką, w której rozpaczliwa walka o synka, styka się z gorzką rzeczywistością, a płonąca na początku nadzieja i determinacja, ustępują poczuciu beznadziei, goryczy i tęsknocie. To powieść, która nie odkryje przed wami niczego nowego, ale za to zwróci waszą uwagę na pojęcie krótkości chwili i wyjątkowości uczucia łączącego dziecko z rodzicem. Napisana prostym językiem, może przygwoździć was treścią i dramatyczną fabułą, lub po prostu zapewnić kilka godzin niegłupiej rozrywki, po której macie szansę poczuć się zainspirowani do czerpania z życia garściami i doceniania ludzi wokół siebie. Wierzę, że wiele osób powieść ta dotknie w sposób, w jaki nie dotknęła mnie, zainteresowanym życzę zatem udanej, emocjonalnej lektury. Jeśli chcecie poczytać o tym, że nawet na zgliszczach może wykwitnąć coś pięknego - koniecznie wyczekujcie premiery.

Pozdrawiam,
Sherry


Książkę przedpremierowo miałam okazję przeczytać dzięki uprzejmości Wydawnictwa Otwartego. Dziękuję!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Witaj wędrowcze!

Jeśli już pojawiłeś się na Feniksie, byłabym wielce rada, gdybyś był łaskaw pozostawić po sobie jakiś ślad - znak swojej obecności. Nawet nie wiesz ile radości sprawia mi, czytanie komentarzy innych ludzi.

Na każdy z nich odpowiadam (prędzej czy później). :)
Pozdrawiam,
Sherry